4 Obserwatorzy
22 Obserwuję
lilimadlene

Lili Madlene

Teraz czytam

Polski jogin
Stanisław Górski
Hermetyzm T.I i II
Roman Bugaj
Podróż do Ixtlan
Carlos Castaneda
Inszallah
Oriana Fallaci

Z Fizyką za Pan Brat

Z Fizyką za Pan Brat - Hans Backe Biblia mojego dzieciństwa.

Maskarada

Maskarada - Terry Pratchett Jest coś w tej powieści - zresztą, jak i w większości dzieł Pratchetta - że za każdym razem, gdy się ją kończy, to chce się przeczytać i znów śmiać się do rozpuku :) "Maskaradę" lubię najbardziej, bo satyra na "Upiora w operze" wyszła znakomicie, no i są moje ukochane Wiedźmy!

Granica

Granica - Zofia Nałkowska Pomimo tego, że sposób narracji pozostawia trochę do życzenia, "Granica" jako powieść psychologiczna ma chyba najbardziej uzasadnioną pozycję w kanonie lektur - poznać można anatomię romansu i dostrzec fakt, jak trudno czasem ocenić kogoś, mając tylko jeden punkt widzenia. I chyba wiele czytelniczek przyzna mi rację, iż z takim Zenonem w swoim życiu miała do czynienia. Warto przeczytać, chociażby po to, by zapoznać się z obrazem konformisty i nieuczciwego mężczyzny. Ku przestrodze.

Gam

Gam - Erich Maria Remarque Jedna z niewielu pozycji, do których będę z pewnością powracać - subiektywnie, to chyba jedna z najlepszych powieści Remarque'a, o ile nie najlepsza. Pisarz rewelacyjnie opisał poszukiwania Gam siebie w sobie na tle malowniczych scenerii odwiedzanych przez nią miejsc.

Buszujący w zbożu

Buszujący w zbożu - Jerome David Salinger Zaszczytne miano kultowej powieść "Buszujący w zbożu" zdobyła grubo ponad 50 lat temu, w dobie powojennych młodych buntowników - to przełom lat 40. i 50. przyniósł falę krytyki dla starego ładu i konwenansów przynosząc na świat zarówno "Buntownika bez powodu" z Jamesem Deanem w roli głównej, jak i ową powieść z postacią Holdena. Zaryzykowałabym raczej stwierdzeniem, iż jest to powieść nieaktualna i nie dość uniwersalna, zdobywająca zrozumienie jedynie na tle historii kultury amerykańskiej ubiegłego wieku.

Ukryte wymiary Wszechświata

Ukryte wymiary Wszechświata - Lisa Randall Jak na uznaną i poczytną serię Na Ścieżkach Nauki, której można zaufać wybierając pozycje w ciemno to książka tak słaba, że najlepiej wziąć ją jako wyjątek potwierdzający regułę. Ani doświadczeni fizykomaniacy nie dowiedzą się za dużo - struny, brany i wymiary zajmują raptem kilka ostatnich rozdziałów, ani początkujący w temacie, których może odstraszyć niegramotny styl rozwodnionej na pięćset stron treści. Dla tych ostatnich idealna jest kultowa "Boska cząstka", bo dzięki niej można załapać fizycznego bakcyla - takie powinny być dobre popularno-naukowe książki. Nawiasem mówiąc, Einsteinowi kiedyś się rzekło, że jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić, to niewystarczająco to rozumiesz i mam nieodparte wrażenie, że, z całym szacunkiem, pani Randall to dotyczy.

"Pan raczy żartować, panie Feynman!". Przypadki ciekawego człowieka

"Pan raczy żartować, panie Feynman!". Przypadki ciekawego człowieka - Richard Phillips Feynman Feynman, ty łebski urwisie!

Zero - niebezpieczna idea

Zero - niebezpieczna idea - Charles Seife Zanim nazwiesz kogokolwiek, kto Ci zalazł za skórę absolutnym zerem zastanów się, jak dużą wartość ma to "zero". Po lekturze książki Charlesa Seife nicość może okazać bardziej znacząca i ważna niż moglibyśmy się kiedykolwiek spodziewać. Poza tym, kto by przypuszczał, że zero ma tak wiele wspólnego z nieskończonością? Wszystkie dylematy związane z zerem wziął na warsztat nie kto inny, jak matematyk - Seife gwarantuje niebywałą podróż od pierwszych cywilizacji, przez Pitagorasa, Newtona aż do Hawkinga i całej plejady fizyków pokolenia Wielkiego Wybuchu. Zero budziło przerażenie, wadziło, burzyło wzory i obliczenia ("młody człowieku - nie dziel przez zero", czyli przykazanie numer jeden każdego nauczyciela matematyki). Moje własne streszczenie historii koncepcji nicości oraz spowinowaconej z nią nieskończoności uwłaczałoby całej książce, bowiem nie tylko daje świetny pogląd na koncepcje matematyczne, ale również prowokuje do własnych poszukiwań i zastanowień. W dzisiejszych czasach utylitaryzmu nauki sama myśl o tym, że czysta matematyka może mieć coś wspólnego z filozofią (no chyba, żeby wziąć pod uwagę ateizujące postulaty) może dziwić, a wplatanie do niej teologii budzić nawet wrogie reakcje (i budzi). "Zero" należy do tego gatunku książek popularnonaukowych, które nie tylko prezentują zdobycze nauki w przystępnej dla laika formie, ale również prowokują do oglądu z filozoficznej perspektywy - od książki więcej można tylko wymagać dobrego warsztatu, czego panu Seife nie można odmówić. Nauka i filozofia to dwie strony tej samej monety - a wiara w Boga tudzież siły nadprzyrodzone nie wykluczają bycia wybitnym naukowcem (i vice versa). A zdobycie owej monety - całkowitego poznania - jest niestety niemożliwe. "Zero" powinno stać na półce nie tylko matematyka, fizyka, czy entuzjasty nauki. Tym pierwszym z pewnością przyda się sprytny matematyczny sposób na udowodnienie, że Winston Churchill był marchewką. To również doskonała pozycja dla czytelnika zafascynowanego konstrukcją świata - bystrego podróżnika, który chce - jak w tytule - dotrzeć do nieskończoności i dalej. [corset noir @ blogspot]

Perwersjonistka

Perwersjonistka - Julia Kruk W tym całym zalewie ero-szmiry "Perwersjonistka" przejawia przebłyski czegoś naprawdę dobrego - szkoda tylko, że rozwodniona forma sugeruje, że te pieprzne opowiastki były pisane na kolanie.

Metoda doktora Dukana

Metoda doktora Dukana - Pierre Dukan Dieta pana Dukana jest idealna dla ludzi, którzy chcą się borykać z powikłaniami po przyjęciu istnej bomby białkowej i stać w kolejce do lekarza z, co prawda, smukłą sylwetką, ale z przeciążonymi narządami i fatalnym samopoczuciem. Jeżeli ktoś ma materialistyczne podejście do swojego ciała i goni za ideałem chudości nie przyjmując tym samym do własnej wiadomości szeregu dolegliwości po diecie białkowej, to proszę bardzo. Ja tę (i całą plagę pozycji tego modnego pana) wolę o kant tyłka rozbić.

Wszystkie odcienie czerni

Wszystkie odcienie czerni - Ilona Felicjańska Ten "produkt" (bo trudno to nazwać literaturą) jest doskonałym przykładem na to, że jeśli ma się już uprawiać seks w literaturze, to lepiej skupić się w życiu na tym pierwszym. Dodatkową gwiazdkę daję jednak za pasjonujące opisy wyczynów erotycznych i przemyśleń z pogranicza niezgrabności językowych i zażenowania, które zapewniły mi niezły ubaw, szczególnie wtedy, gdy pojawiają się na niemal każdej losowo wybranej stronie.

Geniusz

Geniusz - James Gleick Usilnie wierzę, że po lekturze tej (niemal jak sam jej bohater) genialnej biografii Richarda Feynmana zakochać się w fizyce może najbardziej oporny na "ścisłości" czytelnik. Dla fascynatów mechaniki kwantowej to doskonała okazja na poznanie kulis rozwoju fizyki najnowszej oraz sylwetek innych "tęgich głów" tamtego okresu. Ta nieszablonowość, bezkresna wyobraźnia i wyłamanie się z formalizmu sprawiły, że Feynman stał się moim niekwestionowanym autorytetem intelektualnym, największą inspiracją i przewodnikiem po świecie fizyki. Geniusz w rzeczy samej.

Łuk triumfalny

Łuk triumfalny - Erich Maria Remarque Ta druga co do popularności wielka powieść Ericha Maria Remarque'a była dla pisarza kolejnym zmierzeniem się z własnym doświadczeniem. Z brzemieniem życia emigranta, ze wspomnieniem stosu nakładu własnych książek spalonych przez nazistów w rodzimych Niemczech. Dlatego „Łuk Triumfalny” powinien być odbierany przez czytelnika przez pryzmat biografii autora – burzliwej historii samotności i udziału kobiet. Ile jest więc Marleny Dietrich w Joannie Madou i czy Ravic może być uznany za swoiste porte-parole autora? Ravic jest niemieckim lekarzem ukrywającym się w Paryżu czasów przedednia II wojny światowej. Jego losy splatają się nieoczekiwanie z tajemniczą kobietą spotkaną w nocy na paryskiej ulicy. Poznaje on Joannę Madou, piosenkarkę i aktorkę. Oboje łączy samotność, rozpacz po stracie – Ravic utracił ojczyznę przywłaszczoną przez nazistów, Madou zaś traci ukochanego, który umiera nagle w pokoju hotelowym. Głównych bohaterów połączy miłość zapobiegliwa, a jednocześnie neurotyczna i zdystansowana. Okazuje się bowiem, że lekarz uchodźca ukrywa w sobie chęć zemsty na pewnym człowieku, który urządził mu piekło w rodzimych Niemczech. Ułomność uczuć i trudna miłość to nie jedyne cechy tego, uznanego już za klasykę, dzieła Remarque'a. To również oszczędny, momentami ascetyczny w słowie język, doskonale odtwarzający strach emigranta przed policją czy klimat paryskiego półświatka. Głównym zarzutem wobec formy może być uwierający sentymentalizm – jednak ten pojawia się w przesadnej formie jedynie w debiucie pisarskim Remarque'a „Dom marzeń” (1920). „Łuk tryumfalny” należy analizować przez pryzmat życia samego pisarza. W biografii Remarque'a Hilton Tims dowodzi: „praca nad nią była dla niego wręcz osobistym wyzwaniem, autoanalizą w sensie dosłownym, podczas której penetrował głęboko własną duszę i stan psychiczny.”* Sama Joanna Madou została wykreowana na wzór słynnej artystki Marleny Dietrich – prywatnie kochanki autora. Ta niepokorna i nieokiełznana osobowość zasługuje na osobny artykuł, jednak w powieści Remarque przemycił od Marleny jedynie zachowanie oraz kapryśność. Nie mniej jednak wykreował jeden z najlepszych duetów klasyki literatury. „Łuk Triumfalny” to esencja warsztatu pisarskiego Remarque'a. Samotność wygnańca, miłość skazana na zagładę, Paryż nocą. I smak calvadosu. * H. Tims, „Erich Maria Remarque: Ostatni romantyk”, wyd. ISKRY, Warszawa 2007, s. 152 [opublikowane również na: http://corset-noir.blogspot.com/2012/08/na-emigracji-przeszosci-czyli-uk.html]

Irlandia. Celtycki splot

Irlandia. Celtycki splot - Ernest Bryll, Małgorzata Goraj-Bryll Jest taki kraj, gdzie legendarny dzień, w którym swoją wędrówkę odbywał pewien bohater słynnej powieści, ma miano niemal święta narodowego. Jest to również kraj, w którym serwuje się nereczki o lekkim zapachu moczu a światowej sławy ciemne piwo – porter smakuje najlepiej tylko w tej jedynej, macierzystej piwiarni. Mowa tu o Irlandii – Szmaragdowej Wyspie, która pięknem swojego krajobrazu i bogactwem kultury urzeknie każdego gościa. A książka państwa Bryll jest swoistym przewodnikiem i skarbnicą niepowtarzalnego, irlandzkiego klimatu. Spacer po Irlandii rozpoczynamy z panią Małgorzatą Goraj-Bryll – żona poety w pierwszej części książki opisuje wędrówkę po stolicy. Po ulissesowym Dublinie – „w butach Joyce'a”. Taki właśnie tytuł noszą osobiste i te bardziej literackie przemyślenia autorki na temat tego pisarza, jego wielkiego dzieła i o jego czytelnikach z całego świata, którzy zjeżdżają się 16 czerwca – jest to Bloomsday, dzień, w którym główny bohater Leopold Bloom przemierza Dublin początku XX wieku. A dzisiaj, na tej legendarnej trasie można spotkać wielbicieli Joyce'a – wśród nich zaskakujące jednostki, takie jak ślepiec, który irlandzkie wybrzeże w i d z i słowami pisarza. Pani Bryll ciekawie opowiada o zakątkach Dublina, przybliża jego historię i opisuje niesamowite tętno, które wypełnia to miasto. To również opowieść o działalności Bryllów w polskiej ambasadzie i przyjrzenie się specyficznej mentalności Irlandczyków. Druga część, tytułowy „Celtycki splot” opisuje wyprawę w głąb Szmaragdowej Wyspy – w krajobrazy zieleni, klifów i małych wiosek. Są to między innymi Wyspy Blasket, gdzie język irlandzki nie jest do końca wymarły. To właśnie tam przebywa duch poezji irlandzkiej do którego dołączają duchy zmarłych przodków, jak głosi jedna z licznych irlandzkich legend. „Irlandia. Celtycki splot” jest pozycją nie tylko dla miłośników tego kraju – Bryllowie barwnie i niekiedy z humorem przybliżają irlandzkiego ducha nawet laikom. Ogromnym plusem jest również rewelacyjna esetyka wydania – piękna okładka, papier kredowy i liczne zdjęcia z prywatnej kolekcji autorów. Ta pozycja zawiera w sobie nie tylko Joyce'a, Guinessa i Dublin – to także poezja, historyczna spuścizna Celtów i bryza znad klifów. To właśnie esencja irlandzkiego ducha. Bo wszystko współgra ze sobą. Niczym celtycki splot. [opublikowane również na: http://corset-noir.blogspot.com/2012/06/wszystkie-barwy-szmaragdowej-wyspy.html ]

Samotność liczb pierwszych

Samotność liczb pierwszych - Paolo Giordano Ten, kto powiedział, że „ścisłowcy” nie mają literackiej wyobraźni powinien smażyć się w swoim ograniczonym piekiełku. Tytuł doktora fizyki w krótkiej notce o autorze powieści „Samotności liczb pierwszych” zadziałał wręcz elektryzująco. Ale nie będę tu skupiać się na młodym autorze Paolo Giordano, bowiem to jego pisarski debiut zasługuje na sporo uwagi. Nie mniej jednak to w „kwadratowym” umyśle zrodziła się niesamowita powieść o enigmatycznym tytule działającym na opisaną historię niczym drogowskaz. Fabuła skupia się na życiu dwojga bohaterów – Alice oraz Mattim. Obojga łączą skazy na obrazie dzieciństwa. Są w pewien sposób wybrakowani – przez działanie dorosłych i własne, nieprzemyślane wybory. Ich psychika jest obciążona nieukojonym żalem, poczuciem winy, brakiem nadziei – i to sprawia, iż stają się outsiderami, nastolatkami żyjącymi obok innych. Tak jak tytułowe liczby pierwsze, których wyjątkowość polega na dzieleniu się tylko przez jeden i samych siebie. Historia Alice i Mattiego to próba odnalezienia bliskości z udziałem nieprzekraczalnej granicy ciężaru przeszłości. To również historia o anoreksji i samookaleczaniu – krzyku wewnętrznego bólu. To wszystko dzieje się na tle przejmującej werbalnej ciszy, niezrozumieniu świata zewnętrznego i upływających lat. Często zdarza się, że podobne historie w rękach niedoświadczonego, bądź nawet kasowego i uznanego pisarza giną przygniecione przesadzoną formą. Paolo Giordano wyważył (jak na ścisłowca przystało!) treść i formę tworząc powieść, która wgryza się we wrażliwość czytelnika. Po odłożeniu książki pozostawia ciszę. „Samotność liczb pierwszych” to złoty debiut i wyjątek pośród zalewu pretensjonalności w tego typu powieściach. Bez zbędnego słowa i zbędnych wątków. To dzielenie niepowtarzalnej historii samotności przez adekwatną formę. Bez reszty. [opublikowane również na: http://corset-noir.blogspot.com/2012/06/dzielenie-bez-reszty-czyli-samotnosc.html ]

Rycerz Kielichów

Rycerz Kielichów - Jacek Piekara Co, jeżeli rzeczywistość, w której żyjesz jest tak naprawdę snem? Co, jeżeli to sen jest Twoją rzeczywistością? - ten motyw „życia snem” jest doskonałym materiałem dla książki z gatunku science-fiction. Jacek Piekara sięgnął jednak po konwencję czystego fantasy, by ukazać dwa oblicza jednego faceta. Korporacyjnego informatyka i legendarnego barda. Z wiernym smokiem, kochanką w zamku i plugawym wrogiem. Czyli wszystko to, od czego mogłabym dostać wysypki, czytając coś z tych rejonów fantastyki. Co więcej, sparzyłam się raz już na nadgryzionej „Ani słowa prawdy” i zamierzałam już nigdy nie sięgać po takie wyczyny Piekary, które nie wyszły spod egidy Fabryki Słów. Ale „Rycerz kielichów” kusił i magia sprawdzonego nazwiska nadal działała. Poznajemy głównego, bezimiennego bohatera-narratora w naszej konwencjonalnej, szarej rzeczywistości – jest on pracownikiem korporacji, statystycznym obywatelem, dość beztroskim singlem wiodącym niezobowiązujące życie towarzyskie, ot, facet jakich wielu. Pewnego razu spotyka tajemniczą dziewczynę, która proponuje mu śnić jego sny – i tak zaczyna się życie Lanne Lloch l'Annacha, alter-ego pana NN w fantastycznym świecie. Jak na konwencjonalnego bohatera fantasy przystało ma wiernego smoka na podorędziu, sławę barda, inteligentną lecz chłodną i wyniosłą kochankę Kordelię oraz – oczywiście – wroga oraz ciążące widmo zdrady. Gdyby cała fabuła opierała się tylko na tym oklepanym schemacie, to z pewnością „Rycerz kielichów” powróciłby na biblioteczną półkę po przeczytaniu kilku stron. Tak się jednak nie stało, bowiem Piekara jak zwykle umiejętnie kreśli sarkastyczny, cyniczny i typowo męski obraz głównego bohatera – czasem mam wrażenie, że jest to sam Mordimer z cyklu inkwizytorskiego, lub nawet swoiste porte-parole pisarza. NN w roli lorda Lanne nie tylko próbuje odgadnąć, co takiego stało się, że bard okrył się niesławą, ale też musi zdecydować się na konkretne i odważne działanie. Okazuje się jednak, że narrator musi pogodzić życie w dwóch rzeczywistościach w obliczu nadchodzącego niebezpieczeństwa po obu stronach świadomości – panów w garniturach w tej prawdziwej i panów z mieczami w fantastycznej. W obu ma tylko jedno życie. Lecz tylko w świecie smoków i strzelistych zamków czeka go zmierzenie się z tajemnicami swoich losów i przeszłości. A to, czy „życie jest snem”, czy raczej „sen życiem” głównego bohatera i co ma on wspólnego z tytułowym Rycerzem Kielichów można dowiedzieć się po lekturze całej powieści. „Rycerz kielichów” to pozycja typowo rozrywkowa – czyta się szybko i płynie z nurtem akcji. Niestety, nie dorównuje on wspomnianemu już cyklowi o inkwizytorze pod wieloma względami, ale mimo to polecam przeczytać tę książkę wszystkim fanom Piekary i miłośnikom standardowego fantasy z nutką urozmaicenia. [opublikowane na: http://corset-noir.blogspot.com/2012/04/zycie-snem-czy-sen-zyciem-czyli-rycerz.html ]